lip

23

Tym razem czekało nas nie lada wyzwanie. Zamiast tradycyjnego 6-io dniowego Safari po Morzu Czerwonym zdecydowaliśmy się na dłuższą, 8-io dniową wyprawę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tydzień poza zasięgiem telefonów, całkowicie pochłonięci poppingiem, jigowaniem i (troszkę) trolingiem gdzieś na środku Morza Czerwonego.

Sprzętowo byliśmy przygotowani należycie, częściowo dotowarował nas przewodnik. Łowiliśmy głównie na spore poppery (powyżej 110 gram), a przy większej fali próbowaliśmy kusić ryby stickbaitsami, głównie model Kamatsu Glider Stick 92g i 132 g. Nie do końca trafiliśmy z korzystnymi warunkami pływów i faz księżyca, natomiast poza porankiem pierwszego i siódmego dnia, pogoda była świetna, mało wiatru, dobre warunki do poppingu. Ryby brały falami, ewidentnie lepsze brania były podczas przypływu i zaraz po nim.

Łowiliśmy głównie GT w przedziale 12-25 kg, karanksy niebieskopłetwe +/- 10 kg, barakudy. Padło sporo ponad metrowych barakud, a moja największa barakuda olbrzymia, złowiona na 150-g poppera Seven Seas miała prawie półtora metra długości i ważyła 21 kg. Branie było bardzo widowiskowe, naszemu przewodnikowi udało się je uwiecznić na filmie, łącznie z całym holem.

Większość brań była doskonale widoczna, ryby łapczywie atakowały nasze powierzchniowe przynęty. Jest to niewątpliwa zaleta tego typu łowienia, dla takich chwil chce się wracać w tropiki. Jak zwykle było kilka brań, po których ryby nie dawały nam najmniejszych szans. Rozgięte super mocne kotwice, przecięta na rafie plecionka – takie doświadczenia uczą nas pokory, a jednocześnie motywują do udoskonalania sprzętu, węzłów i techniki łowienia. Daniek i Mietek łowią swoje pierwsze ryby na popping. Pomimo wieloletnich doświadczeń przy innych metodach łowienia, zgodnie przyznają, że ataku i holu GT na poppera nie da się porównać z żadną inną rybą.

Łowimy także na pilkery metodą :vertical jigging. Głównie przynęty o wadze 150-200 gram, na głębokości od 45 do 90 metrów. Łowimy tuńczyki zębate, graniki, ryby księżycowe (pyszna na zupę).

Niektórzy z nas kilka wieczorów przeznaczają na łowienie ryb rafowych na filety rybne. Przednia zabawa, dużo brań, wcale nie takie łatwe zacinanie ryb, ale nikt się nie nudzi, gdyż ryby na to nie pozwalają. Kolorowy zawrót głowy – łowimy różne kolorowe i bardzo waleczne ryby.

Codziennie jemy świeże ryby i zupy rybne przygotowywane przez kucharza. Rewelacja. Samodzielnie przygotowujemy tatara lub sashimi z tuńczyka, czy karanksa niebieskopłetwego. Uczta dla podniebienia.

Wracamy z Morza Czerwonego bogatsi o kolejne doświadczenia. Mamy jeszcze dwa dni luzu, odwiedzamy kilka restauracji oraz dzięki uprzejmości naszego przewodnika zwiedzamy  bardzo ciekawą miejscowość Elguna  położoną  ok. 20 km od Hurgady, która jest swojego rodzaju enklawą dla zamożnych ludzi. Jest co podziwiać, chce się tu wracać. Dobrze, że to tylko 4 godziny lotu z Polski.

kwi

10

Witam,

Trzecia Kenijska przygoda zaliczona. Szkoda, że 8 dni tak szybko mija . . .

jakaś modelka wyciąga szyję
jakaś modelka wyciąga szyję

Aura też nie do końca nam sprzyjała, gdyż zamiast oczekiwanej
tafli na Oceanie Indyjskim powiewało czasami bardziej, niż zazwyczaj w
lutym.
Temperatura ok. 28-33 stopnie. W końcu byliśmy w okolicach równika.
Na łodzi trollingowej sporo brań przepięknie ubarwionych koryfen (mahi-mahi),
sporo brań marlinów (głównie pasiaste, 1 czarny), ale tylko jednego
pasiastego o wadze ok. 80-90 kg
udało się doholować do łodzi i oczywiście uwolnić. Sporo marlinów spinało
się podczas holu :(
Mnie też zszedł . . . Padały za to inne ryby.
Na mniejszej łódce bardzo dobre efekty na vertical jiging.
Połowiliśmy dużo walecznych Amberjacków, karanksów, tuńczyków Dogtuna,
graników, snaperów.
Padł tez tłuściutki Yellow Snapper, kilka Sali-Sali (nazwa miejscowa) oraz
przepięknie ubarwiony pasiaczek (ponoć pyszny na zupę . . .)


Wiele ryb na jiga okazało się silniejszymi od nas. Pomimo hamulców
ustawionych w pozycji “beton”
bezceremonialnie pakowały się w rafy na głębokości 70-80 metrów. Kilka razy
nasze pilkery zostały “połknięte” w całości, pozostawał tylko przegryziony
przypon żyłkowy 1,25 mm . . . Ryby z pewnością miały powyżej 25-30 kg !
Mniejszym dawaliśmy radę :)
Mała łódka okazała się niewystarczająca do poppingu. Trochę próbowaliśmy
przy rafach
i wyspach, ale jigowanie w pionie przynosiło zdecydowanie lepsze rezultaty.
Właściciel bazy wędkarskiej obiecał, że zaopatrzy się w porządną
dwusilnikową stabilną łódź do
spinningowania. Czekam z utęsknieniem, bo efekty na jigi pokazały, że
zdecydowanie warto tam wrócić.
Cała otoczka rewelacyjna. Super kuchnia w bazie wędkarskiej, pyszne owoce
dojrzewające w pełnym słońcu, inspirujące Safari do Parku Narodowego Tsawo,
woda w basenie i w oceanie 28 stopni . . .
A wszystko filmowała TV Taaaka Ryba . . .
Dobra, koniec wzdychania :) Czas planować kolejną wyprawę.